28 maja 2015
Niezależny projektant i marka sieciowa. Czy ten romans ma szansę?

Zanim zaczęłam projektować pod własnym nazwiskiem byłam związana z modą na wielu płaszczyznach. Od pracy w roli konstruktora, przez zarządzanie produkcją, po współtworzenie marki odzieżowej.

Można by więc pomyśleć, że przyszła pora na ustatkowanie się. Nijak ma się to jednak do mojej potrzeby myślenia i działania inaczej. I dlatego gdy rok temu otrzymałam propozycję współpracy ze znaną marką odzieżową w roli koordynatora kolekcji zgodziłam się bez wahania. A teraz przyszła pora na napisanie kilku słów o tym jakże kolorowym związku.

W ostatnich latach głośno jest na temat kolaboracji dużych marek z gwiazdami czy projektantami mody. O ile zaangażowanie tych pierwszych często ogranicza się do wystąpienia w kampanii wizerunkowej, druga grupa faktycznie nadaje typowy dla siebie ton projektom i pozwala gigantom na pokazanie nowego oblicza. To co łączy obie grupy to fakt, że kolaboracje są jednorazowe, krótkoterminowe i w limitowanych egzemplarzach. Niewiele słychać jednak o tych, którzy każdego dnia pracują nad regularnymi kolekcjami dla marek z całego świata.

A przecież te wszystkie projekty nie biorą się znikąd. Marki odzieżowe posiadają całe zespoły projektantów, którzy współpracują razem, odpowiadają za poszczególne linie produktów, często za konkretny asortyment. Ich nazwisk jednak nie znajdziesz na metkach. Bardzo często mistrzowie w swoim fachu, gruntownie wykształceni w modzie, nie mają ochoty pracować pod swoim nazwiskiem. Są też tacy, którzy jednocześnie realizują swoje indywidualne wizje i są zaangażowani w produkcje na szeroką skalę. W tej grupie jestem ja.

Kiedy zaproponowano mi pracę w roli koordynatora kolekcji QUIOSQUE wiedziałam, że będzie to duża zmiana dla każdej ze stron. QUIOSQUE to marka, która na polskim rynku istnieje od ponad 20 lat, ma ugruntowaną pozycję, grupę odbiorców i swój własny styl. Styl, który niekoniecznie koresponduje z tym co tworzę od kilku lat pod własnym nazwiskiem. I to właśnie to zderzenie się dwóch z pozoru różnych od siebie światów było i nadal jest dla mnie najbardziej pociągające. Decyzja marki o tym, że powierza swój cały zespół projektantów właśnie mnie, która zawsze chodzę pod prąd i wyznaczam swoje własne ścieżki była odważna. Ale nie będę ukrywać, że dla mnie również był to skok na głęboką wodę.

Dlaczego? Swoją markę stworzyłam w 100% sama. Sama ją sobie wymyśliłam i konsekwentnie prezentowałam światu. Bardzo często, szczególnie na początku było tak, że odpowiadałam za każdy, najdrobniejszy element: od szkicu, kupowanie materiałów i guzików w hurtowniach, po tworzenie konstrukcji, rozrysowywanie szablonów i szycie pierwszych modeli. Teraz głównie zajmuję się projektowaniem (i buszowaniem w tkaninach, bo nie ma nic lepszego niż godziny spędzone nad wybieraniem tych naj najlepszych materiałów), ale zdarza mi się usiąść przy maszynie, kiedy mój zespół mi na to pozwala:) Nadal jednak projektowaniem zajmuję się tylko ja. Czasami jakiś pomysł, idea chodzi za mną tygodniami, czy miesiącami, a później gdy już to z siebie wyrzucę kolekcja powstaje w kilka tygodni.

Praca w roli koordynatora, jak sama nazwa wskazuje niekoniecznie wiąże się z samym projektowaniem. W QUIOSQUE nad tym czuwa cały sztab utalentowanych kobiet (bo to marka tworzona głównie przez kobiety:). Poza tym, że ja przychodzę do nich z inspiracjami, opracowaniami trendów i motywami przewodnimi, wspólnie pracujemy nad tym, by te pierwsze moodboardy i koncepcje przełożyć na ducha marki, który pomimo tego, że cały czas ewaluuje jest jednak wyraźnie określony. Nie ma też mowy o klasycznym myśleniu o sezonach, czyli 2 głównych kolekcjach w roku. Tworzymy krótkie zamknięte w całość linie, a nowości pojawiają się w całej sieci kilka razy w miesiącu.

To jak jest z tym romansem? Po roku można już bardziej mówić o związku. Takim, w którym przeciwności się przyciągają i każda ze stron wynosi z niego coś dla siebie. Dla mnie to przede wszystkim ciągła nauka i rozwój, a także lekcja dopasowania się. Czerpię od całego kreatywnego zespołu QUIOSQUE, który mnie zaskakuje. A im daję nowe inspiracje, pomysły i rozwiązania. Każdego dnia razem wychodzimy ze swojej strefy komfortu by spojrzeć na modę z innej perspektywy. Dodatkowo uczę się jeszcze większego doceniania teamu Magdy Hasiak, który jest tak dobrze zorganizowany, że mogę na 2-3 dni w tygodniu wyjechać do innego miasta, za co tu i teraz chciałabym moim dziewczynom bardzo podziękować. A Was zapewnić, że nie zwalniamy tempa i szykujemy coś ekstra!

Wróc do listy akutalności