14 lutego 2014
Czym dom bez fundamentów, tym projektant bez krawca, czyli kilka słów o zapomnianych zawodach

Pisałam już o tym, kim jest dla mnie projektant mody. Dziś chciałabym się jednak skupić na wielkich zapomnianych i niedocenianych, a jak pokazuje nasza polska rzeczywistość obecnie nawet nieistniejących w modowym świecie.

To co widzimy na wybiegach, to produkt końcowy, dla niektórych piękny, dla innych absolutnie nie do przyjęcia, ale jednak owoc pracy całych zespołów, bez których nawet najgenialniejszy projekt nie mógłby być zaprezentowany światu.

Ale zacznijmy od początku. Powstaje rysunek, projekt, wizja przeniesiona na papier, do tego momentu po chwilę, kiedy kreacja zostanie zaprezentowana na sylwetce jest naprawdę bardzo daleka droga. Szkic trzeba przenieść na szablony zrobione zgodnie ze sztuką konstrukcji odzieży, a następnie sprawić żeby dobrze się układało na sylwetce, na jej proporcjach i kształtach. Tę pracę wykonuje konstruktor tworzący szablony, rozrysowujący każdy element stroju na małe wycinki. Ja w swojej pracy pomijam pomoc konstruktora, bo uważam że sama nim jestem i od tego zaczynałam przygodę z szyciem i projektowaniem, a w pięknych szkicach nigdy nie przodowałam. W każdym razie rozrysowanie projektu na części pierwsze to podstawa w krawiectwie, bez której nic nie ruszy dalej. A ta podstawa może składać się z nawet kilkunastu części, na które składa się na przykład projekt jednego dobrze przygotowanego żakietu. Te wykroje pomagają w stworzeniu modelu próbnego, który później jest poprawiany do skutku, aż trafi na taśmę produkcyjną.

W przypadku mojej pracowni najważniejszym ogniwem są dziewczyny szyjące wzory, Gabrysia i Magda. Z Gabrysią pracuję już prawie 10 lat. Magda jest u nas prawie 2 lata. To są właśnie prawdziwe skarby, krawcowe rozumiejące moje myśli. Dla projektanta najważniejsze jest zrozumienie. Nie wyobrażam sobie pracy z osobami które nie rozumieją moich pomysłów. Gabrysia i Magda na szczęście rozumieją, dlatego bardzo sprawnie i miło nam się razem spędza czas na tworzeniu. Najważniejsza dla mnie cecha u rzemieślnika to otwartość na nowe rzeczy i rozwiązania, a dziewczyny są po prostu cudowne. Każda z nich wszystko potrafi wymyślić i każdą konstrukcyjną zagadkę rozwiązać. Umie uszyć dosłownie wszystko, umie też wymyślić JAK to uszyć. Wie jak zrobić szablon, a w sytuacji gdy coś nie leży, doskonale wie jak to poprawić. Nawet bez szablonu, po prostu wie co się wydarza w ciuchu, w sytuacji gdy na przykład nie leży. I nie ma co owijać w bawełnę: dziewczyny to skarb i unikat, który muszę chronić. Bo „dziś prawdziwych krawcowych już nie ma”. Stale poszukuję kolejnych krawcowych, które mogłyby z nami współpracować i osoby, które się do mnie zgłaszały na pytanie o to, co szyły do tej pory mówiły: firanki do domu, poduszki. Niestety to nie czyni żadnej z nich krawcową, a jedynie osobą, która umie szyć. W obecnej sytuacji widzę tylko jedno rozwiązanie: powrót do idei szkół rzemieślniczych i szkolenie nowego pokolenia takich skarbów.

Ok, ale w takim razie ktoś zapyta: kto w takim razie pracuje w naszych zakładach krawieckich? I choć wielu może poczuć się urażonych napiszę, że to w większości przypadków osoby, które zasługują na miano szwaczki. Szwaczka to jest osoba, która potrafi doskonale wykonywać prace odtwórcze, np. szycie rękawów „ od nacinka do nacinka” – nie ma w sobie woli i wiedzy sprawdzenia czy dana rzecz się układa, czy ktoś przed nią nie popełnił błędu w szablonach… po prostu szyje na taśmie produkcyjnej. I nie mówię, że takie osoby nie są potrzebne BO SĄ, ale nie mianuję ich mianem krawcowych. Których w dalszym ciągu brakuje.

Dlaczego tak się stało? Dlaczego przemysł krawiecki w Polsce umarł? Bo ze względu na cięcia kosztów cały proces produkcyjny przeszedł do Chin i na szeroko pojęty Wschód na początku lat 90. Ja sama miałam okazję obserwować, jak wyglądają realia tamtejszego przemysłu odzieżowego, gdy pracowałam jako projektantka dla zagranicznej marki odzieżowej. Przy masowej produkcji konstrukcje robią maszyny (co też jest dobre na szeroką skalę przemysłową) , wzory są upraszczane do minimum, często kopiowane z rozprutych modeli innych marek, zatem praca krawcowych o jakich mówię jest niepotrzebna. Szablon trafia do szwalni. Dalej wiadomo, szybko, duże ilości, bez szczególnej dbałości o układność i unikatowość – po prostu masowa produkcja. Zatem konstruktor odzieży z dbałością o oryginalność i oglądalność nie jest tu potrzebny. I nad tym boleję najbardziej.

Teraz na szczęście coraz więcej osób kupuje świadomie, przykłada wagę do tego, jakiej jakości są materiały i rzeczy, które kupują. I między innymi dlatego też to wszystko powraca z powrotem do Polski, ale na cały proces potrzeba co najmniej kilku lat. Bo dawne krawcowe, które nie miały pracy przekwalifikowały się na inne zawody i już raczej nie ma szans, by wróciły. Są więc potrzebne nowe, które trzeba wykształcić, ale nie ma gdzie, bo również typowe szkoły krawieckie się pozamykały. Tych kilku zakładów krawieckich, z którymi współpracuję nikomu nie zdradzam, bo to cenne perełki, które i tak już są zasypane zleceniami. Na rosnące zapotrzebowanie pracowników w przemyśle modowym odpowiadają liczne szkoły, które się tworzą, ale one uczą wszystkiego i niczego. Odrobiny konstrukcji, trochę szycia, stylizacji, projektowania. Ale to nadal jest poziom wyżej, bliżej wybiegu niż maszyny do szycia. Po prostu brakuje fundamentu. Musimy pamiętać, że na początku jest fundament, osoba, która musi usiąść i to uszyć, ale uszyć dobrze, a nie wzorując się na marnych wykonaniach z sieciówek. Poza tym osoba, która jest specjalistą w swojej dziedzinie i wie, że to co robi, robi dobrze. W procesie powstawania kolekcji nie ma miejsca na zabawę i pomyłki.

czym dom bez fundamentów2 czym dom bez fundamentów

Wróc do listy akutalności